środa, 31 sierpnia 2011

Ostatni dzień wakacji...

Cześć...
Dzisiaj jestem w humorze na pisanie scen bólu i płaczu. Wszystko przez to, że już jutro muszę iść do szkoły. Jak mi się niczego nie chce! Nie chcę do szkoły! Nie chcę do połowy dziewczyn z mojej klasy! Nie chcę do denerwujących nauczycieli! Nie chcę chemii, fizyki, biologii!
Dobra, mogłabym tak wymieniać wszystkie "nie chce mi się", ale po co? Żeby się jeszcze bardziej zdołować? To ja może będę siedziała już cicho...
W każdym razie staram się spożytkować ostatni dzień wakacji, jak tylko mogę. Nie, nie śpię do jedenastej (wstałam o 8.30; to i tak o półtorej godziny więcej niż będę spała od jutra). Skupiam się bardziej na napisaniu jak najwięcej, gdyż kiedy będę wracała do domu ze szkoły nie będę miała tyle czasu.
Dzisiaj jeszcze jadę do fryzjera. Może uda mu się usunąć resztki mojej czerwonej szamponetki z włosów. Miało być na 4-8 myć i co? Nigdy, przenigdy nie pomaluję sobie włosów czymś takim. Tak, to oświadczenie ma trzymać mnie za słowo.
Wczoraj upiekłam chlebek z jedenastego dystryktu. Nie było łatwo z moimi umiejętnościami i większość musiała robić moja siostra, ale tweet #FeelingLikePeeta był! :)
Podzielę się "swoim" osiągnięciem:
Nie wygląda zbyt imponująco, ale jakie to było dobre! Być może na blaszce jest jeszcze jeden, jeśli nikt nie zjadł. Jakoś mam ochotę na coś takiego. Muszę (tak: ja) piec takie rogaliki częściej!
Chyba na tyle... Trochę się rozpisałam. Żeby tak łatwo szło mi w pisaniu LMA... Ale przy PanemRadio jakoś przychodzi mi to łatwiej.

Dream, hope, never give up.
Paula

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz