wtorek, 26 listopada 2013

Wywiad!

Boże... Dopiero co wydałam książkę, a już zaliczyłam pierwszy wywiad jako autorka.
Ach, piękne.
Zapraszam zatem do lektury ^^


piątek, 22 listopada 2013

Ochota na książkę?

Happy Hunger Games! And may the odds be ever in your favor!

W czasie oczekiwania na maraton Igrzysk Śmierci (niecałe 6 godzin!), chciałabym zaoferować Wam "Rulebreakerkę" za 40 złotych (w cenę wliczona przesyłka).


Jeśli mielibyście ochotę na książkę, napiszcie do mnie maila na thepaulaperry@gmail.com . Jakieś życzenia co do dedykacji? Nie ma sprawy!

Zatem, Allons-y!

wtorek, 19 listopada 2013

"Co było w kartonie?", czyli o spełnionych marzeniach

ANNYEONG CHINGUS!
Cóż za piękny dzień mamy dzisiaj. Bo w sumie... kto by pomyślał, że kartony - takie szare, niczym się niewyróżniające kartony - mogą sprawić tyle radości?
A w sumie to nie tyle kartony, co raczej ich zawartość.
*le fanfary*
Boże, cóż za słaba jakość...

Pięćdziesiąt takich malutkich "cosiów" dzisiaj zawitało do mojego domu.
Pięćdziesiąt egzemplarzy książki mojego autorstwa.
Pięćdziesiąt twarzy Greya.
Dobra, klawiatura nieco wymyka się spod kontroli.
Zresztą, nie obejrzałam do końca odcinka "Draculi" tylko po to, by podzielić się tymi informacjami. By poprzytulać, obcałować i sprawdzić, jak owa powieść będzie wyglądała na półce. Postawiłam ją obok utworów Cassandry Clare (a, mam z tego satysfakcję!).
Tak poza tym, to książka będzie kosztowała 38 zł, a nie 28, jak podałam wcześniej. Na okładce pojawił się błąd. Mimo tego mam nadzieję, że owa cena Was nie zrazi.



Cóż więcej mogę powiedzieć w tej sytuacji oprócz tego, że życie jest piękne?

***

piątek, 1 listopada 2013

Wielki powrót!

Wena powróciła! Alleluja!
A wraz z nią - ja.
Bo taka mała ja bez weny nie może żyć. Bez weny czuje się tak, jakby była jedynie szkieletem odzianym w tkankę tłuszczową i skórę. Wena nadaje sens mojemu życiu, bo przez nią robię to, co kocham. Piszę. A w moim jakże przeciętnym życiu pisanie jest nieprzeciętne.
Dobrze. Oda do weny ukaże się nieco później, kiedy będę błagała o jej powrót. Bo zmęczona obowiązkami szkolnymi zapewne ponownie zrobi sobie wakacje, gdyż taka mało artystyczna chemia czy jakże pozbawiona emocji biologia kolidują z jej naturą.
Mimo tego, cieszmy się i radujmy, gdyż dzisiaj jednorazowo napisałam pięć stron drugiego tomu "Rulebreakerki" oraz wiersz na Grupę Liryczną (na którą, oczywiście, zapraszam TUTAJ).

Nowości w sprawie "Rulebreakerki"!
Mogę już podać oficjalny opis książki. Dostałam go dość dawno i naprawdę czuję się źle, że nie podzieliłam się tym wcześniej. Liceum mnie nie oszczędza i sama nad tym ubolewam. Ale, jako że znalazłam chwilę czasu, dumnie prezentuję oficjalną wersję okładki "Rulebreakerki":


Książka będzie kosztowała 28 zł, będzie również liczyła 396 stron (jako Potterhead cieszę się, bo to dość blisko do 394).
O dokładnej dacie wydania poinformuję, jak tylko dostanę wiadomości.
Liczę na to, że wesprzecie mnie w tej jakże trudnej podróży autora w procesie promowania książki. Proszę, tak pięknie proszę - jeśli się spodoba, szepnijcie słówko siostrze, bratu, przyjaciołom... Wierzę w Was, naprawdę!

A na koniec może zaprezentuję piosenkę, która dzisiaj pomaga mi w pisaniu:

Do zobaczenia!

środa, 2 października 2013

Poezja?

Chciałabym zaprosić Was do zapoznania się z niedawno powstałą grupą poetycką, którą będę współtworzyła. Nigdy nie spodziewałam się, że będę należała do takiej społeczności. Warto jednak spróbować, prawda? Może uda mi się nieco uwrażliwić?

Mam nadzieję, że ktoś się zainteresuje i będzie stałym bywalcem bloga ^^

czwartek, 26 września 2013

Living underground

Najwidoczniej długo nie narzekałam na nic, co nie byłoby szkołą. W zasadzie narzekałam jedynie na wczesne wstawanie i niepojętą królową nauk.
Stwierdzam zatem, że nadszedł rant time.
Może większość tego, co napisałam, nie ma większego sensu. Nie wszyscy się ze mną zgodzą. Rozumiem.
Każdy ma własny punkt widzenia, prawda?

LIVING UNDERGROUND

Czasami człowiek żyje w swego typu otumanieniu. Wydaje mu się, że wszystko jest piękne. Potrafi cieszyć się z życia i wierzyć w sukces. Zupełnie jak w amerykańskich komediach romantycznych, w których wszystko zawsze kończy się happy endem. Taki człowieczek wierzy w "happy end". Zupełnie, jakby był pod wpływem narkotyków, które są dość powszechne, a za ich posiadanie nie karzą.
Właściwie, taki narkotyk istnieje. Ma nawet nazwę. Złudzenia.
Olbrzymie oczy.
 - Paula, czy ty oszalałaś? Złudzenia?
Nie, nie oszalałam. I tak, dobrze słyszałeś. Złudzenia.
Zaraz podnoszą się głosy, że "co mogę wiedzieć na ten temat". Mam przecież dopiero naście lat, całe życie przed sobą. W zasadzie nie powinnam martwić się niczym oprócz jutrzejszego sprawdzianu z matematyki.
Lecz czy oni uważają mnie za ślepą?
Czy może według nich jedynie wegetuję, dopóki nie skończę studiów i nie zacznę szukać pracy?

Przypominam sobie, jak zaczęłam pisać. Jak w drugiej klasie moja nauczycielka wzięła kartkę z pierwszym wierszykiem. Jak zaczęła go czytać. Jak jej czerwony długopis ślizgał się po papierze, żeby wystawić siódemkę.
Jak powiedziała mi, że mam zadatki na to, by być kimś.
Rok później zaczęłam pisać pierwszą "powieść". Pamiętam, że moi koledzy i koleżanki chcieli posłuchać, co takiego tam skrobię. Przed lekcjami, kiedy wszyscy zebraliśmy się w klasie, zaczęłam czytać pierwszy rozdział. Byłam z niego dumna - miał dziewięć stron, choć pisałam go literami, których wysokość osiągała dwa centymetry. Kiedy skończyłam, wszyscy zaczęli mi klaskać. Poczułam, że może naprawdę do czegoś dojdę. W sumie, czemu nie spróbować?
Zaczęłam się uzależniać.

Kiedyś oglądałam program o J. K. Rowling. "Rok z życia". Patrzyłam na to, jak autorka Harry'ego Pottera rozmawia z entuzjastycznymi czytelnikami, jak jest szczęśliwa z tego, kim jest. Miałam nadzieję na to, że niegdyś będę mogła zasmakować takiego życia. Nie łudziłam się, że będę jak J. K. Rowling - zdawałam sobie sprawę z jej wielkości. Miałam jednak cichą nadzieję, że będę żyła z pisania, bez konieczności studiowania. Robiła w życiu to, co kocham, zamiast siedzieć za biurkiem i wypisywać recepty. Jeśli w ogóle bym miała jakąś pracę.
Nałóg zaczął przejmować nade mną kontrolę.

Każdego dnia wyobrażałam sobie, że mogę to zrobić.  Dreaming is believing stało się myślą, z którą się budziłam. Która pozwalała mi wytrzymywać kolejny dzień męczarni, by wieczorem przysiąść do komputera i zagłębiać się w odmęty umysłu w poszukiwaniu inspiracji.
Uzależnienie stawało się niebezpieczne.

Czasy dzisiejsze. 
Szesnastoletnia ja, świeżo upieczona licealistka, która lada chwila wydaje pierwszą książkę. Kiedy dowiedziałam się o tym, że jednak moja powieść nadaje się do publikacji, myślałam, że doskoczę do nieba, by powiedzieć Bogu "dziękuję". Powiedzmy jednak, że proces wydawniczy był swego rodzaju odwykiem od złudzeń, bo teoretycznie miały stać się one rzeczywistością. Postęp leczenia sprawiał, że zaparowany obraz zaczął się przecierać. Widziałam więcej, wyraźniej. Zauważyłam jednak, że świat wcale nie jest taki kolorowy.
Zdziwiłam się, że jest zbyt... szary.
Idę do księgarni, w której stoi wiele książek. Na najbardziej widocznych miejscach: książki zagranicznych autorów, z cudowną okładką i przychylną opinią na odwrocie. "Najgorętszy debiut tego roku". "Bestseller". Muszę sporo się naszukać, by znaleźć powieść początkującego polskiego autora. Kiedy już udaje mi się dobyć taką, która nie byłaby kolejnym romansidłem, boli mnie serce. Licha okładka, która raczej nie przyciągnie wzroku tak, jak robią to polskie wydania amerykańskich powieści. Odwracam ją. Żadnej przychylnej opinii na temat autora, która zachęciłaby do tego, by sięgnąć po książkę. 
Czy polski debiut nie może być "najgorętszym"?
Czy wchodzimy w nową matematykę?
Polak + debiut + powieść = porażka.

Nigdy nie lubiłam porównywać Polski do USA. Czasami jednak sytuacja zmusza mnie do tego, by zrobić coś, czego wręcz nienawidzę.
Może złudzenia wzięły się z tego, że słyszałam tyle historii o młodych autorach, którzy wystrzelili niczym rakieta w kosmos, a teraz śpią na pieniądzach, bo robią to, co kochają? Możliwe. Pominęłam tylko jeden szczegół, który mógł mi wszystkiego oszczędzić.
Młodzi amerykańscy autorzy.
Ewentualnie brytyjscy.
Nie polscy.
W Polsce wydawnictwa, które mogłyby pomóc debiutantowi się wybić niczym ten amerykański pisarz, zamykają drzwi. Przecież debiutant jest trędowaty, prawda? Szkoda tylko, że nikt nie jest tego pewien, bo drzwi są wciąż zamknięte. Przecież mają przeczucie, że to chory chce się dostać do ich domu, by ich wszystkich pozarażać.
Drzwi pozostają nieuchylone dla nieznajomych.

Chociaż w mojej głowie wciąż tli się jeszcze Dreaming is believing, odrzucam wszelkie złudzenia. Nowe, trzeźwe życie. Muszę przyłożyć się do nauki, żeby dostać się na medycynę. Zostać dermatologiem. Leczyć ludzi.
A pisanie?
To tylko hobby, które realizuję między laserowym zamykaniem naczyń a diagnozowaniem świerzbu.

Przez tłum przetaczają się głosy, że nikt nie dostaje czegoś za pstryknięciem palców. Przekonują mnie, że przecież każdy zaczynał od zera.
Nie staram się pstrykać palcami, bo na nic się to nie zda. Próbuję działać, ale jest ciężko.
Rozumiem, że każdy, kto sięgnął gwiazd, musiał kiedyś stać na ziemi.
Szkoda tylko, że muszę żyć w podziemiu.

środa, 28 sierpnia 2013

The road so far...

Annyeong~!
Miałam już dawno napisać notkę, ale nie miałam żadnego pomysłu. Teraz nie jest inaczej, ale mój blog przykrywa kurz. Jak zwykle napiszę notkę o wszystkim i o niczym zarazem, nadając jej tytuł rodem z Supernatural.

Cholera, widziałam to. 
Widziałam Miasto Kości.
Za każdym razem, jak o tym myślę, na mojej twarzy pojawia się banan. Bo w końcu ile można czekać? Jako wielka fanka serii czekałam naprawdę długo, by 21. sierpnia wybrać się do kina.
Wrażenia?
Jak najbardziej pozytywne. Wiadomo - nic nie pobije książki. Zresztą nawet na to się nie nastawiałam. Wiedziałam, że wiele wątków zostanie pominiętych, wiele błyskotliwych tekstów także (chociaż zatrzymali mojego Golden Retrievera - nie wiecie nawet, jak szczęśliwa byłam w tym momencie).
Nie muszę już chyba wspominać o Malecu (Magnus i Alec - OTP!). Dwie sceny - niedużo. Szczególnie, że po pewnych słowach Godfreya Gao wszyscy Malecians nastawiali się na pocałunek. Mimo to owe urywki zapadły mi w pamięć chyba najbardziej.
Może dziesiątki bym nie dała, szczególnie że schrzanili mi finałową bitwę (gdzie, do jasnej, jest Renwick?), ale film zdecydowanie wart uwagi.
Poza tym, przekonałam moje przyjaciółki do Darów Anioła. Spotkałam wielu fanów, którzy (tak jak ja) miały na sobie runy. Miło było zobaczyć, że ktoś jest jeszcze tak samo rąbnięty jak ja!

Ostatnio zmagam się z poważnym uzależnieniem. Mianowicie chodzi o pewien serial, który porządnie i nieodwracalnie niszczy życie oraz wyzwala wszelkie uczucia, jakie dusisz głęboko w sobie.
Serial nosi tytuł Supernatural (Nie z tego świata).
Zaczynasz oglądać - nie przestajesz. I na pewno nie pozostajesz po tym normalnym człowiekiem.
Bo czy normalny człowiek chwyciłby za solniczkę, kiedy słyszy niepokojące odgłosy dochodzące z pokoju obok?
Nigdy nie należałam do ludzi normalnych. Okazuje się, że mogę być jeszcze dziwniejsza niż byłam dotąd.
A to dopiero początek.
Zostałam bowiem namówiona do obejrzenia Sherlocka (dwa pierwsze odcinki już za mną) i Doctora Who.
HEAVEN HELP ME!

W poniedziałek idę do nowej szkoły.
Cholera, boję się.
Szczególnie, że wszyscy moi przyjaciele porozrzucani są po innych szkołach, a ja zostałam sama. Trochę to smutne i przytłaczające dla antyspołecznej dziewczynki jak ja. Świadomość, że będę musiała zawierać nowe znajomości sprawia, że chcę zakopać się głęboko pod kołdrą i nie wychodzić, dopóki znowu nie wrócę do moich dotychczasowych przyjaciół.

Powinnam przestać używać słowa "cholera", gdy piszę.
Dopisać do listy uzależnień.

Po ostatniej notce Ann myślałam, żeby napisać coś o moich OTP w moich fandomach, ale gdy tylko sporządziłam listę, okazało się, że byłaby to wyjątkowo długa notka. Może zrobię taki cykl z moimi OTP?
Tylko... czy naprawdę będzie mi się chciało?
I tak większość tekstu brzmiałaby jak jakaś bezsensowna paplanina w stylu: "To przeznaczenie" czy "Jeśli nie będą razem, rzucam wszystko i przeprowadzam się do Kazachstanu".

Dobrze, to raczej na tyle.
Może następnym razem notka będzie miała jakikolwiek sens.

piątek, 19 lipca 2013

Ladies and gentlemen, I'm proud to present...


Prosta. 
Niezbyt skomplikowana, a jednak jest w niej coś, co nie pozwala mi oderwać od niej oczu. 
I nie, wcale nie jest to fakt, że tak właśnie będzie wyglądała okładka mojej książki.
Jestem zakochana.
Oczarowana.
Gdyby nie fakt, że nigdzie nie mogę znaleźć fragmentów filmu "Niezgodna" prezentowanych na Comic Conie, byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie.
Marzenia się spełniają.

niedziela, 30 czerwca 2013

WAKACJE~!

Wreszcie.
Ostatni rok gimnazjum mam za sobą. Pierwsza lokata - jest, stypendium - jest, dobra średnia (5,72, skromnie mówiąc) - jest. Tylko brak chęci, żeby rozstawać się z ludźmi. Przynajmniej niektórymi.
Tak, Dodzia - z Tobą też żal mi się rozstawać.


***
Wakacje zaczęłam z Code Geass i ostatnim (niestety) odcinkiem Karnevalu. Wczoraj cały dzień oglądałam anime, co uważam za idealny początek wypoczynku. Wzięłam się również za rysowanie (kalekie w moim przypadku). Przez całą fazę na CG zdążyłam już narysować Suzaku (mój, mój, mój i tylko mój ♡) oraz Leloucha. Efekty prezentuję poniżej:

Szczerze mówiąc, z Suzaku jestem nawet dumna. O wiele gorzej z Lelouchem...

***
Poza tym, staram się coś napisać. Anime nieco mnie rozprasza, ale czuję, że kiedy tylko skończę serię, będę miała zupełnie inne podejście. Zbliżam się nieustannie do 100. strony w II tomie. Kiedy w końcu będę mogła otworzyć szampana z okazji stówki? Jak na razie nie wiadomo...

***
W wydawnictwie cisza, choć ostatnio zapytano mnie o propozycje odnośnie okładki. Już nie mogę się doczekać pierwszej wersji! I w ogóle książki!
Ciągle nie mogę przywyknąć do faktu, że mam takie szczęście.


***
Proszę wszystkich jeszcze o jedno: trzymajcie kciuki za Polaków! Dzisiaj ponownie grają z Argentyną i naprawdę szkoda by było, gdyby przegrali po tak dobrym piątkowym spotkaniu... Ciągle mam nadzieję, że moi kochani siatkarze pojadą na Final Six i pokażą klasę, bo po spotkaniach z Brazylią i Francją nie widać, że to ta sama drużyna jak rok temu.
Na koniec może jeszcze mój ulubieniec w drużynie ;3

poniedziałek, 20 maja 2013

Rok zmian...

2013 rok jest moim rokiem zmian. W sumie 2013 wymusił na mnie ten tytuł, gdyż w tym roku nadejdzie pierwsza wielka zmiana: nowa szkoła. Z gimnazjum nie było takich problemów, gdyż w mojej gminie jest zarówno podstawówka, jak i gimnazjum, zatem ludzie ci sami, nauczyciele ci sami, atmosfera ta sama... A teraz koniec. Wszyscy porozchodzą się po różnych szkołach i trzeba będzie się przystosować do nowości. Zapisałam się już do trzech liceów (we wszystkich na bio-chem). Mam nadzieję, że dostanę się do szkoły pierwszego wyboru, bo jak na razie zarejestrowanych do klasy jest 15 na 30 uczniów.
Skoro taka zmiana nadeszła, dlaczego nie pozmieniać czegoś innego w życiu?
Wiem, że jest za wcześnie, aby oceniać ten rok, ale zrobię sobie podsumowanie z pierwszego półrocza.
I tak, 31 XII 2012 roku napisałam:

Ja już niedługo wezmę się za spisanie listy moich postanowień - podobno słowa na kartce mają większą moc niż te wypowiedziane.
Co się na niej znajdzie? Między innymi:
- napisać książkę, którą ktoś będzie chciał wydać (chyba, że "Rulebreakerka" zostanie przygarnięta przez jakiegoś litościwego wydawcę *maślane oczka*)
 - nauczyć się koreańskiego (teraz serio)
 - więcej czytać!
 - schudnąć! (taaaaa, tak jest co roku -,-)
 - obejrzeć "W Pierścieniu Ognia" (22 XI 2013!)
 - obejrzeć "Miasto Kości" (gdzieś w lipcu/sierpniu...)
Rozeznanie:
- "Rulebreakerka" znalazła wydawcę, zatem szykuje się najprawdopodobniej największa zmiana w moim życiu. W końcu marzenia nie spełniają się każdego dnia, nieprawdaż?
- Uczę się koreańskiego! Naprawdę się uczę, co u mnie jest naprawdę dziwne. Język dość trudny, bo wymowa należy do dość skomplikowanych. Akurat kończę uczyć się listy czasowników i zaraz przejdę do listy czasowników "przymiotnikowych", jak ja je nazywam :)
- Z punktem "więcej czytać" są pewne problemy, co naprawdę mnie boli. W tym roku przeczytałam niewiele książek, ponieważ dużą część zajęła nauka (olimpiada z biologii, konkurs z religii, egzamin). W wakacje mam zamiar się wziąć za siebie.
- Dzisiaj zaczęłam sześciotygodniowy program Pumy. Wróciłam dwadzieścia minut temu, cała zlana potem. Mam nadzieję, że nie skończy się na tym jednym razie i będę mogła poszczycić się ładną sylwetką (niekoniecznie w te wakacje).

Nie wypowiadam się na temat dwóch ostatnich podpunktów, bo nie mam jeszcze o czym, oprócz tego, że wciąż czekam i czekam i się doczekać nie mogę.
Na koniec może piosenka, która ostatnio mnie oczarowała. Wokalistka walczy o to, aby znalazła się ona na soundtracku "Miasta Kości".

Annyeonghi kaseyo~!

piątek, 26 kwietnia 2013

Tydzień męczarni...

...już za mną!
Egzaminy poszły jak poszły. Zapewne mogło być lepiej (szczególnie z przedmiotów przyrodniczych), ale nie narzekam. Cieszę się, że mam to już za sobą. Po pierwsze: skończy się robienie zestawów egzaminacyjnych na matematyce i historii. Po drugie: w końcu będę miała więcej spokoju do wakacji.
Pozytywnym zaskoczeniem był trolling CKE. Ciągłe powtarzanie budowy rozprawki poszło na marne, chociaż nie narzekam. Kiedy otworzyłam arkusz, zaczęłam śmiać się sama do siebie. Temat - marzenie! Wolałam napisać charakterystykę na temat "bohater literacki, który wykazał się odwagą" niż definiować pojęcie odwagi na podstawie lektur. Wybrałam Katniss Everdeen, bo po co miałam męczyć się z obowiązkowymi książkami, których pasjonatką nie jestem?
Załamują mnie ludzie, którzy jako postać literacką wybrali Sienkiewicza... Niestety, znam dwójkę.

*

Dzisiaj byłam złożyć papiery do liceum. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że nie wiedziałam, gdzie owa szkoła się znajduje. Skończyło się na tym, że razem z przyjaciółką (która źle wypełniła podanie xD) zrobiłyśmy olbrzymie kółko po mieście. Prawie potrącił nas samochód na przejściu dla pieszych, przez co teraz nieco boję się przechodzić przez ronda... Zachowuję się zupełnie niczym pięcioletnie dziecko: najpierw spójrz w lewo, potem w prawo, potem znowu w lewo, a na ulicy spójrz jeszcze raz w prawo.
W pewnym momencie naszej wyprawy, dwie dziewczyny spytały nas o atrakcje miasta. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to zamek. Kiedy jednak poprosiły mnie o wskazówki, jak tam dojść, myślałam że spłonę ze wstydu. Bo jak głupio musi brzmieć: "Tak właściwie, to sama nie wiem, gdzie jestem"? :)
Ostatecznie papiery zostały dostarczone. Potem czekała nas równie długa droga do dworca. Jeśli kiedykolwiek ogarnęła mnie ulga na widok jakiegoś budynku, to właśnie dzisiaj.

*

Wiem, że jeśli chodzi o niektóre piosenki, mam naprawdę opóźniony zapłon. Ostatnio wkręciła mi się piosenka "Don't you worry child", która pomaga mi pisać pewną retrospekcję...


środa, 17 kwietnia 2013

Motywacja i "It starts at midnight..."

Annyeong~!
Dawno mnie tutaj nie było, ale to zapewne z powodu zbliżających się egzaminów. Mam już tego gadania po dziurki w nosie, dlatego cieszę się, że zaczynamy już we wtorek. Potem tylko zacznie się wypominanie, dlaczego wszyscy wypadliśmy tak słabo...
- Wszystko w sferze motywacji - powie nasz historyk.
No nic, najwidoczniej nie mam motywacji. Bo, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co chcę robić w życiu. Oprócz pisania, oczywiście, marzy mi się studiowanie koreanistyki. Jednak co mi z takich marzeń, skoro po takim kierunku być może nie znajdę pracy... Dlatego właśnie utrzymuję, że chcę zostać dermatologiem. Wmawiam to sobie z nadzieją, że pewnego dnia zacznę w to wierzyć.
Oby.

*

Swoje wywody zakończę pozytywnym akcentem...
ZWIASTUNEM "W PIERŚCIENIU OGNIA"!
Fakt - zwiastun ten liczy sobie aż dwa dni, ale wciąż nie mogę przestać się zachwycać każdym okruszkiem scen, które zobaczę dopiero w listopadzie.
Warto również zwrócić uwagę na wykorzystany w tle utwór T.T.L. (które uwielbiam po "Deep Shadows"). Nosi tytuł "Beyond Fire" i mam dziwne przeczucie, że już dzisiaj moi sąsiedzi będą znali go na pamięć ^^

*

Wracam do matematyki, a potem do pisania drugiej części Rulebreakerki. Czuję, że to nie będzie krótka książka - jest tyle wątków, które chciałabym w niej zawrzeć...
W wydawnictwie cisza (jak na razie).

평화.

czwartek, 4 kwietnia 2013

평화 ♥


평화.
Pyeong-hwa.
Pokój.

To, co właśnie się dzieje, nieco mnie przeraża. Może nawet bardziej, niż odważę się przyznać. Nie jestem tutaj po to, żeby się rozpisywać na ten temat, bo nie wiem zbyt wiele. Nie potrafię obiektywnie ocenić sytuacji, bo nie znam się na polityce. Może także dlatego, że trochę panikuję.
Przez całą tę sprawę nie mogę tknąć mojej książki, która utrzymana jest w wojennym klimacie. Napisałam mizerne trzy zdania i... to tyle. Koniec.
Staram się trzymać rękę na pulsie.

God bless everyone.

niedziela, 31 marca 2013

Wesołego Alleluja ;3

Chciałabym Wam życzyć zdrowych, wesołych świąt wielkanocnych!
 

Mimo bieli na dworze naprawdę czuję, że jest Wielkanoc. Może to przez wielkanocny cud, który sprawił, że wena wróciła i to z ostrym kopniakiem! Słowa wręcz wypływają spod moich palców i chyba po raz pierwszy podoba mi się to, co napisałam. Kończę już trzecią stronę, co w ostatnich dniach wydawało mi się niemożliwe. Trzy strony w jeden dzień?
Niestety, teraz przyszedł kryzys, bo od dobrych pięciu minut staram się znaleźć odpowiednie słowo. Nie ma to jak googlować budowę plecaka ;3

Mimo to bogatego króliczka!

Nox.

PS. Martwi mnie sytuacja w Korei...

niedziela, 24 marca 2013

Muzyka na dziś ^^

Dzisiaj potrzebuję niezłej dawki mocnej muzyki, bo muszę naładować się na te trzy dni szkoły. Dlatego już od rana z moich słuchawek płynie "Zetsubou Billy" zespołu Maximum the Hormone. Ciekawe, skąd ja znam tę piosenkę...? :)


Tom II jakoś się pisze. Chęć do pisania wciąż rośnie, chociaż dzisiaj rano została wystawiona na ciężką próbę... Na szczęście, już po wszystkim.

Na koniec mały akcent Death Note'owy:
Kocham <3 i="">

Dzisiaj oglądam pierwszy odcinek Code Geass. Obym się nie zawiodła, bo ktoś na tym ucierpi... ;>

Ten post miał być krótszy...
Nox.

czwartek, 21 marca 2013

Kolejny z tych postów, których nie umiem zatytułować...

안녕하세요!
Już po olimpiadach. Właśnie zaczęła się tak zwana wolność, nawet jeśli za parę tygodni piszę egzaminy. Powinnam się ostro wziąć za geografię, jeśli nie chcę zawalić części przyrodniczej (bio-chem czeka...).
No, ale póki co cieszę się tym, że w końcu mogę usiąść, wypić kawkę, pospędzać czas z moimi postaciami...
*
Poza tym, ostatnio mój Obozowy Ojciec polecił mi sporo anime, także nudzić się nie będę :)
Code Geass jest pierwsze w kolejce :)
*
Po długiej przerwie wznowiłam pisanie tomu II "Nieidealnej". Idzie opornie, ale lepiej pisać powolutku niż w ogóle. Z tym podejściem jestem w połowie strony 20...
*
Pieniądze na wydanie poszły, zatem... chyba czas na redakcję. Już widzę te obszerne uwagi od redaktora (niespójność fabuły i te sprawy).
*
Uczę się koreańskiego! Naprawdę się uczę! Już nie tylko mówię, że się uczę, tak jak to było z francuskim.
I hiszpańskim.
I japońskim.
I serbskim.
Może akurat uda mi się w końcu spełnić jakieś postanowienie noworoczne dotyczące znajomości języków ^^
*
Dziękuję bardzo za uwagę.
Za nieuwagę też :)

Nox.

piątek, 8 marca 2013

O wszystkim i o niczym...

Tom II "Rulebreakerki" stoi w miejscu. Mam pomysły na inne powieści (w tym tom III), ale w to nie mogę wrzucić niczego. A jeśli już cokolwiek wpadnie mi do głowy... przemilczę to, jak wychodzi mi opisywanie. Boże, jak ja dawno nie miałam żadnej książki w ręku!
Dobrze, miałam. Niestety, były to jedynie książki teologiczne, biologiczne i anglistyczne. Dlatego właśnie cofam się w rozwoju.
Jak tylko wyzdrowieję (nie mogę mówić, a za tydzień przedstawienie), idę do biblioteki i wypożyczam "Intruza" - obiecałam siostrze, że przeczytam przed premierą filmu.
Intruz - podejście nr 2
*
Dostałam propozycję stypendium naukowego, bo zostałam finalistką olimpiady z biologii. Szkoda tylko, że nie spełniam wszystkich warunków. Dochód w mojej rodzinie jest za wysoki, żeby się załapać, a stypendium zapewnia naukę w liceum, do którego chcę się wybrać.
Zawzięłam się jednak i dostanę się do tego liceum o własnych siłach. Ambicje muszą być ^^
*
Zaraz biorę się za oglądanie "L:Change the World".
Ryuzaki <3 p="">
Koreański plakat, bo uczę się koreańskiego. Przynajmniej się staram ;3
*
Ktoś poleci jakieś anime, które wypełniłoby pustkę po Death Note? 
Coś, co mogłoby się spodobać fanowi DN. Schizowe, mocne, pokręcone... Tylko bez horrorów ^^
*
Ryuzaki. Znowu.
Przepraszam, ostatnio to jest silniejsze ode mnie.

Nox.

środa, 6 marca 2013

Do you know? Shinigami love apples...


Dziękuję bardzo Ann za przypomnienie mi o tym serialu. 
Pierwszy odcinek obejrzałam w wakacje po namowach dziewczyn z obozu, bym obejrzała jakieś anime. Padło na Death Note.
Pierwszy odcinek mnie zaintrygował, jednak niedługo potem rozpoczęła się szkoła. Akurat brałam udział w trzech olimpiadach, więc wiadomo... czasu nie ma. Dodatkowo dochodzą egzaminy. Spodziewałam się, że zapomnę o tym, by nadrobić Death Note.
Teraz, kiedy jedynie czekam na wyniki, oglądam serial w każdej wolnej chwili.
W ciągu czterech dni obejrzałam 21 odcinków. Zaraz zabieram się za kolejny (wczoraj złapała mnie choroba, więc powinnam nadrobić). Potem jeszcze film...
Mam obsesję.
Szkoda tylko, że w dwudziestym odcinku zmienili czołówkę. Pierwsza podobała mi się o wiele bardziej.
Szkoda tylko, że nikt nie chce się zarazić moją obsesją. Ciągle jednak nad tym pracuję.
To na koniec jeszcze fan art z moim ukochanym <3 p="">

Nox.

PS. Umowy poszły w świat ^^